Pierwiosnki
Zapadam się w ciebie, wiesz?
Popatrz, nie oderwę już ręki,
a moje włosy wplotły się w twoje,
splątały nam głowy, marzenia,
mieszają rozumy i myśli,
nie wiem już, co „ja” i „być”,
gdzie moje to jeszcze nie twoje,
czy serce na pewno mam jedno,
czy oddechów nie liczyć na dwa,
i czy to na pewno bezpieczne,
że tak wrosłam w ciebie,
i kwitnę.
—
Niezawodna MissUnderstood, tym razem czwartkowa.
Bez recepty
Dzień dobry, mam problem ze wzrokiem.
Krótkowidz, krótkowidz,
pani spojrzy na moje oczy.
Jak to, wszystko w porządku,
pani nic nie rozumie,
ledwo czytam, a już zupełnie nie piszę,
absolutnie nie wybiegam, kompletnie nie wyobrażam,
umarło coś we mnie, proszę pani, i to na pewno jest wzrok,
tak, tak, oczy na pewno, tak, jestem pewien,
wcześniej widziałem jasno i wyraźnie,
sens cały, i wyraz, i zdanie, i puentę,
a teraz nic, całe nic, proszę pani,
widzę tylko tyle, co pięć liter do przodu.
Zadanie domowe
Cześć, pożyczysz mi zeszyt?
Wiesz, byłem chory, czterdzieści stopni,
chciałbym nadrobić… Stopniowanie?
To przecież nie takie trudne, wezmę centymetr
albo inną miarkę
i już wiem,
co jest duże, a co większe,
która herbata słodsza…
Nie przymiotniki? Ale co,
przysłówki? Nie rozumiem,
pożycz mi zeszyt,
może jak zobaczę, może jak przeczytam,
może wtedy,
tak to nic nie łapię, jak to można stopniować,
bez ciebie to zupełnie nie będę wiedział, co to jest,
to to, jak to mówisz, uczucie.
Pokój
Proszę pana, ktoś jest w moim pokoju…
Nie, nie znam go. Mówi, że tu pracuje.
Taki wysoki, brunet, mówi, że pan go zna.
A skąd ja mam wiedzieć…
Tak, z dwieście dwa. I co ja mam teraz zrobić?
Że co? Że zamawiałem usługę?
Jak pan śmie?! Halo?! Halo?!
Nie, tego już za wiele,
czyjaś głowa straci właściciela,
niech ja tylko tam zejdę.
Ale zaraz, właściwie, to jak się pan nazywa?
Przyjaciele mówią mi Widok.
Szklarnia
Zróbmy coś niesamowitego,
dajmy się ponieść gorączce
prosto na Słońce, z motyką
ostrzoną co najmniej przez tydzień.
Tam nasze pole, które wykroimy,
które skroimy, skopiemy, skropimy,
rozsiejemy ogórki prosto w cieniu plam,
na złość astronomom, satelitom, nauce,
planetom, gwiazdom, Księżycowi,
(jemu się marzy sadownictwo),
nasze małe pole, a na nim ogórki,
później pomidory, marchewki, kto wie,
co wyrośnie na słonecznej ziemi, gdy
w szaleństwie naszych głów i bezsennych nocy,
na przekór rzeczywistości i jej twardym prawom,
będziemy na tym Słońcu podlewać marzenia.
Ostrzeżenie
Pani K.
jest dziś nie w humorze,
lepiej zejść jej z drogi,
lepiej jej dzisiaj nie drażnić,
nie prowokować działań niepożądanych,
dobrze często wychodzić na papierosa, palarnia
jest bliżej drzwi ewakuacyjnych,
a i ona nie pali, to znaczy, pani K., więc
tam na pewno nic się nam nie stanie,
tam można być prawie zupełnie spokojnym,
tam na pewno nie wybuchnie
pani K.
Puzzle
No co robisz?!
Zaraz odpadnie!
O, i masz,
a mówiłam, żebyś się nie bawił,
że już tyle kawałków przepadło,
piegów, włosów, promyków,
uśmiechów, błysków, dotyków,
dobrze, że palce jeszcze jako tako,
że oczy ciągle się świecą,
że włosy błyszczą się słońcem,
bo inaczej jak ty byś mnie kochał,
taką bez części zamiennych.
Zainspirowane wpisem MissUnderstood pod jednym z wtorków.
Niezapominajki
Zapomnij się, ale już,
nie zostaw ani śladu,
wytnij lasy wspomnień,
najedź na szare miasta, szare ośrodki myślenia,
wygub wszystkie asocjacje
(wszystkie – Mózg rozpozna swoje),
i tak przez cały mój umysł,
przez wszystkie drogi i ścieżki,
paląc wszystkie mosty,
aż za jedną synapsą, co będzie za daleko,
zapomnisz się zupełnie,
zapomnisz się z mojej głowy.
Pływy
Przepraszam, pani chyba jest smutna?
Wie pani, nie trudno zgadnąć,
wystarczy popatrzeć… Nie, nie na panią,
proszę, tam w lustrze,
nitka, eksport łez z oczu prostu na księżyc,
proszę, proszę się nie krępować,
karmić go, biedaka, póki jeszcze rośnie,
póki jest głodny i jasny, i głupi,
póki się nie naje,
póki nie zaziewnie,
nie zaśnie, taki cały, okragły i duży,
nie będzie śnić przez chwilę, chwileczkę, chwilunię,
księżyc nasz jedyny, taki w pełni smutku.
Za potwierdzeniem odbioru
Może bym do ciebie napisał?
Tylko czym się z tobą podzielić,
co by się dało przesłać, bo ja wiem,
może kawałek życia, koloru albo chmury,
wszystkie do zasuszenia,
do tego jeden uśmiech – ale zęby zostają u mnie -,
uściski wyrywne, wtłoczone w atrament,
rwą, rwą się do ciebie, o, popatrz tutaj,
jak bardzo przy ą odstaje ogonek,
że kreska w t o mało nie spadnie,
chwieje się, waha, ale broni się, łapie,
trzyma kurczowo, żeby się nie rozbić,
nie chlapnąć atramentem, nie zakleksić kartki,
pustej, czystej, i białej, kartki specjalnie dla ciebie,
by ci nie dać wymówki na nieodpisanie.